ACTA- sracta, czyli jak wrobić Polaka.
Nasze wspaniałe media niezwykle skutecznie rozniosły plotkę o ściśle tajnej umowie ACTA, która to definitywnie ma wysłać całą globalną sieć w wiekuistą otchłań. Plotka ta wywowała wielkie oburzenie wśród internautów. A raczej pewnej grupy internautów, głównie młodzieży, która wyczuwa międzynarodowy spisek. “Czyli co? Nie będzie kwejka? Gdzie ja teraz wrzucę moje zajebiste zdjęcie listka marihuany, które znalazłem gdzieś w sieci?”- chwytają się za głowy z przerażeniem.
Może i nie będzie. Może i będzie większa dyscyplina w internecie, bo- to trzeba przyznać- nieco się rozbestwiliśmy i w sieci możemy już absolutnie wszystko, zwykle bez poważnych konsekwencji.
Ale nie panikujmy!
Podpisanie ACTA nie oznacza likwidacji internetu. Myślę, że nasz rząd, jakkolwiek okrada nas na każdym kroku, to ma na tyle sprytu i inteligencji (w końcu ciągle wymyśla nowe sposoby, by nas okraść), że nie wyraziłby zgody na podpisanie umowy, która “zabijałaby” internet. W końcu ministrowie, posłowie i cała ta banda też z niego korzysta. Możliwe, że w podobnych celach co my- rozrywkowych. Podobno to również są ludzie.
Myślę, że nie ma powodu do większego niepokoju. Zwłaszcza, że oprócz Polski, umowę podpisało też kilka innych państw.
Bardziej martwi mnie to, czy w czasie medialnego szumu o ACTA i jakichś kolejnych urywków pieprzenia o Smoleńsku, nie umknęła naszej uwadze jakaś inna niekorzystna zmiana wprowadzona przez nasz rząd…
P.S. Narzekacie na Tuska i na burdel, który robi. Narzekaliście na Kaczyńskiego. A kogo wybierzenie za 3 lata? PO, czy PiS dla odmiany? Myślcie, ludzie, myślcie!