Sokrates też bywał świnią.
“Lepiej być niezadowolonym człowiekiem niż zadowoloną świnią; lepiej być niezadowolonym Sokratesem niż zadowolonym głupcem.”- twierdził angielski filozof John Stuart Mill. Dla niektórych może być to jasne i wręcz oczywiste, więc nie zastanawiając się długo, przyznają rację tej tezie. Czy na pewno słusznie?
Na początek rozpatrzmy dosłownie stwierdzenie Milla. Ludzkie życie, choćby dołożyć wszelkich starań, obfituje zarówno w radości, jak i smutki. Niemożliwością jest uniknąć bólu, cierpienia, czy smutku. Różne są powody, skąd mogłyby się brać nieszczęścia, które spotykają człowieka. Czasem tłumaczy się to wolą Bożą, czasem pechem, innym razem nawet fatum, czarami, złymi mocami. Prócz tego są w życiu oczywiście chwile radości. Ryszard Rynkowski zawarł to w tekście jednej z jego bardziej znanych piosenek (choć kojarzonych bardziej z serialem niż z nim samym)- „ Jak w Porach roku Vivaldiego: szczypta zachwytu, łyk cierpienia.”. A co w tym czasie robi świnia? Świnia, jako zwierzę, najprawdopodobniej śpi albo je, ewentualnie bierze orzeźwiającą kąpiel w błocie. Jeśli ma dobrego gospodarza- czego jej brakuje? Czy nie jest jej lepiej niż takiemu człowiekowi, u którego w życiu raz jest lato a raz zima? Nie wiemy, o czym myślą świnie i czy w ogóle myślą. Mówi się jednak „szczęśliwy kot, osowiały pies”, co świadczy o tym, że przynajmniej jakieś podstawowe myśli (być może to tylko instynkty) w zwierzęcych mózgach się pojawiają. Zatem świnia jest szczęśliwa. Nie może wprawdzie podejmować wyborów, robić wielu wspaniałych rzeczy, które może wykonać człowiek, ale czy rzeczywiście jest jej to potrzebne? Jest szczęśliwa z tym co ma- dobrym gospodarzem, jedzeniem, dachem nad głową. Nie zaprząta sobie głowy problemami typowymi dla ludzi- „skąd się wzięliśmy, dokąd zmierzamy, czym jest dobro, prawda, itp.”. W warstwie dosłownej tezy Milla moim zdaniem wygrywa świnia.
Jednak Mill dodaje „lepiej być niezadowolonym Sokratesem niż zadowolonym głupcem.”, co każe nam spojrzeć na to z innej perspektywy. Świnia zmienia się w głupca, a człowiek w Sokratesa- filozofa. Jednak i tutaj wybór nie jest jednoznaczny. Fakt, dobrze jest być uczonym, wykształconym człowiekiem, chociaż im więcej człowiek wie, tym więcej ma zwykle wątpliwości (chce wiedzieć ciągle więcej). Nie da się jednak udzielić pewnych odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie można postawić. Są tysiące problemów egzystencjalnych, moralnych, czy religijnych, nad którymi od wieków głowią się filozofowie. I co? I nic. Ile głów- tyle rozwiązań. Może to wprowadzić człowieka nawet w depresję, gdy na pozornie proste pytanie, uzyskuje pięć, dziesięć albo nawet sto różnych odpowiedzi. Co w tym czasie robi głupiec? Być może dobrze się bawi. Jest zadowolony. Nie interesują go te sprawy. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że żyje chwilą i nie przejmuje się przyszłością ani przeszłością. Cieszy się tym, co ma. Czy to rzeczywiście głupiec?
Każdemu jednak, nawet głupcowi, zdarza się czasem chwila refleksji. Chwila, kiedy zamienia się w Sokratesa. W zależności od człowieka, są to przemyślenia głębsze lub proste- ale jednak jest ta chwila zadumy. To bardzo ludzkie- mieć wątpliwości. Świnia by ich nie miała.
Nie wierzę jednak, żeby nawet najbardziej wybitni filozofowie nie mieli w życiu chwil zapomnienia- czy to pod wpływem jakiejś życiowej niespodzianki, która wywołała u nich euforię, czy też pod wpływem nadmiaru wina. Zatem i Sokrates bywał zadowoloną świnią. Parafrazując i kompilując- Jak w „Porach Roku” Vivaldiego: Raz smutnym Sokratesem, raz radosną świnią.
Pozostaje tylko znaleźć Złoty Środek.